Podróż po Afryce zawsze jest dla mnie wyzwaniem. W Lesotho co chwilę ktoś podchodzi do mnie i już w pierwszych zdaniach prosi, bym zabrał go do Europy i dał mu pracę, albo po prostu mówi, żebym mu coś kupił. Tak po prostu, bez głębszego zastanowienia. Nie znasz człowieka, nie wiesz, jakie ma kwalifikacje, nie wiesz o nim nic. I to nie są pojedyncze sytuacje. W podróży blisko lokalnych mieszkańców nie ma dnia ani godziny, żeby ktoś na ulicy nie uznał, że jestem wysoko urodzonym Księciem z Polski,


